poniedziałek, 22 października 2012

Foka z Okęcia niszczeje pod chmurką

Po niezwykle pozytywnej informacji z Danii, bardzo szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię przez naszego czytelnika. Wszystko z powodu jednego z najrzadszych, a zarazem najbardziej znanych polskich szybowców SZD-24B Foka B. Wielu z was kojarzy go z pewnością ze starego terminalu lotniska Okęcie, gdzie stanowił element ekspozycji. Jednak dalszy los Foki z Okęcia wydaje się być bardzo niepewny.



Choć szybowce SZD-24 Foka powstały w sporej liczbie 204 egzemplarzy (tylko na eksport przeznaczonych było 137 sztuk), to prawdziwą perełką wśród nich jest wersja B. Wszystko z powodu powstania zaledwie trzech przedprodukcyjnych modeli w tej konfiguracji. Szybowce te były bardzo intensywnie eksploatowane w Centrum Szybowcowym w Lesznie, a zebrane wówczas doświadczenia przyczyniły się do stworzenia kolejnych, bardzo udanych wersji Foki. Egzemplarz znany z Okęcia, noszący numer rejestracyjny SP-2243, projektowany był konkretnie pod Jana Wróblewskiego. Legendarny pilot w późniejszym czasie stał się zdobywcą tytułu Mistrza Świata w klasie otwartej.

Poza tym na Fokach polscy szybownicy ustanowili wiele rekordów, a także wywalczyli mnóstwo tytułów na krajowych i zagranicznych zawodach. Dzięki temu polska konstrukcja zyskała ogromną popularność na całym świecie. Dziś szybowce Foka należą do chętnie poszukiwanych przez kolekcjonerów. Według danych z roku 2006, w polskim rejestrze statków powietrznych znajdowało się 39 egzemplarzy SZD-24 Foka. Do dziś uchodzi on również za jeden z najpiękniejszych szybowców wszech czasów.

Foka przed demontażem. Zdjęcie z http://www.facebook.com/LotniskoChopina


Niedawno szybowiec ten został zdemontowany, a całą akcję można było oglądać na oficjalnym profilu Lotniska Chopina na Facebooku. Wówczas w komentarzach można było przeczytać o tym, że planowany jest powrót Foki pod sufit wyremontowanego budynku.

Niestety, nadesłane do nas zdjęcia wskazują, że plan ten może stać pod wielkim znakiem zapytania. Zdemontowany szybowiec, ustawiony na kilku paletach i nieznacznie zakryty folią, przebywa obecnie pod gołym niebem. Nietrudno domyślić się jak na drewnianą konstrukcję, krytą w większości sklejką i płótnem, działają wilgoć i niskie temperatury, charakterystyczne dla tej pory roku.



Przykre to zjawisko, że gdzieś daleko, poza naszymi granicami pasjonaci lotnictwa potrafią docenić polskie konstrukcje, a u nas nawet unikatowe i najbardziej zasłużone dla polskiego lotnictwa szybowce niszczeją w takich warunkach.

W tej sprawie zadaliśmy kilka pytań rzecznikowi Lotniska Chopina w Warszawie panu Przemysławowi Przybylskiemu. Jeśli tylko otrzymamy odpowiedź opublikujemy ją natychmiast.



Zdjęcia: Szymon Tomaszewski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz